Końmi zainteresowałem się już w szkole podstawowej. Wybraliśmy się z wychowawcami na wycieczkę do Szwadronu Kawalerii Wojska Polskiego w Starej Miłosnej. Ogromne tereny, zadbane stajnie, kawalerzyści w oficjalnych strojach, błyszczących oficerkach i niezwykłej urody konie wprawiły mnie w zachwyt.
I tak to się zaczęło. Zapisałem się do szkółki jeździeckiej, później na pierwszy obóz w siodle. Trener Piotr Skwira umożliwił mi wtedy treningi na prywatnych koniach.
Mojej Mamie zależało na tym, żebym miał pasję i ją rozwijał. Rodzice szybko zrozumieli, że nic nie odciągnie mnie od koni. Kiedy miałem 17 lat, przekonałem ich, by kupili mi konia.
Wybrałem Apolina ̶ młodego, siwego ogiera ze sportowym pochodzeniem. To była mieszanka wybuchowa. Teraz wiem jak bardzo Apolino był ponad moje ówczesne możliwości. I tak, popełniając ogromną ilość błędów, zacząłem pierwsze starty w zawodach skokowych i WKKW (klasy L), a potem ujeżdżeniowych (klasy L/P).
Początki kariery sportowej do łatwych nie należały. Miałem wielkie ambicje, a umiejętności znikome. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak Apolino na rozprężalni chodził na dwóch nogach.
Trener na mnie spojrzał i powiedział ̶ Bartek , wsiadłbym ale nie mam butów… Wtedy uwierzyłem w siebie, opanowałem konia i zaliczyłem z nim pierwszy przejazd do trójki, następny do siódemki. Niedługo później latem na Zawodach Ogólnopolskich w Gałkowie uplasowaliśmy się na III miejscu wśród czterolatków.
Udało mi się doprowadzić go do N klasy.
Z biegiem czasu zacząłem zauważać, że brakowało w mojej jeździe porozumienia i wypracowanej techniki. Na szczęście spotkałem na swojej jeździeckiej drodze ludzi, którzy pokazywali mi jak pracować z końmi. Przekazali mi dużo technicznych porad, ale co najważniejsze, nauczyli mnie podstawowej zasady ̶ z koniem należy współpracować tak, byś stał się dla niego partnerem.
Im więcej się uczyłem, tym bardziej zależało mi na dalszym szkoleniu. Mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. I ja tak mogę powiedzieć o swoim życiu związanym z tymi niesamowitymi zwierzętami.
Gdyby nie wymagający koń na początku, gdyby nie ludzie, których spotkałem w miedzy czasie, nie znalazłbym się tu, gdzie jestem teraz. Bardzo dziękuję każdemu trenerowi oraz jeźdźcowi, którego trenowałem. Te wszystkie spotkania składają się na niezastąpione doświadczenia. Jednak największą wdzięczność jestem winien koniom. Nie znam wrażliwszych i mądrzejszych od nich przewodników w tym sporcie.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Więcej w FILOZOFII TRENINGU